Po wyborach

W 2014 r. kandydowałem w wyborach samorządowych do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Dziwne to były wybory. Choć głosowanie odbyło się 16 listopada, to Państwowa Komisja Wyborcza do dziś (piszę to 26 stycznia 2015 r.) nie umieściła w internecie pełnych wyników. Ogłoszono jedynie zbiorcze wyniki dla poszczególnych okręgów i umieszczono protokoły z poszczególnych obwodów (ale nie wszystkie – protokołów z Warszawy do tej pory nie ma).

W wyborach miałem zaszczyt i przyjemność startować z listy Prawa i Sprawiedliwości. Zebrałem 1779 głosów – zdecydowanie za mało, by myśleć o mandacie, ale chyba wystarczająco dużo, żeby nie traktować tego wyniku jako klęski. Kandydowałem jako "partyzant" (to określenie jednego z kolegów), tj. człowiek, za którym ani nie stały żadne znaczące pieniądze, ani zorganizowana struktura. Kampanię organizowałem osobiście, przy pomocy ludzi dobrej woli, którym z całego serca dziękuję. Ze względu na ograniczenia finansowe nie wykorzystywałem żadnych reklam wielkopowierzchniowych (billboardów czy banerów). Należy też dodać, że "mój" teren (Jelenia Góra i powiat jeleniogórski) był zarazem matecznikiem liderów startujących z pierwszego i drugiego miejsca na tej samej liście, a przysłowiowa kołdra jest krótka, bo najlepsze wyniki na tym terenie tradycyjnie osiągają nasi konkurenci.

Z wykonanego we własnym zakresie podsumowania wynika, że u siebie (tzn. w Mysłakowicach), zebrałem 91 głosów (najwięcej spośród kandydatów PiS), co było trzecim wynikiem po Elżbiecie Zakrzewskiej (SLD Lewica Razem) i Marku Obrębalskim (PO). W Jeleniej Górze i powiecie (łącznie) zdobyłem 749 głosów, co dało mi trzecie miejsce na liście i dwunaste w całej stawce (najwyższe wśród "partyzantów"). Poza "moim" terenem, czyli w powiatach: kamiennogórskim, bolesławieckim, lwóweckim, lubańskim i zgorzeleckim zagłosowało na mnie w sumie ponad tysiąc osób, przy czym w każdym z tych powiatów zebrałem ponad 100 głosów. Wszystkim serdecznie dziękuję, a zwłaszcza tym osobom (a było ich sporo), które deklarowały, że wprawdzie PiS to "nie ich bajka", ale będą na mnie głosować. Dziękuję koleżankom i kolegom z uczelni (pracownikom i studentom), przewodnikom i działaczom turystycznym, leśnikom i wszystkim innym, którzy mnie popierali.

Osobne podziękowania kieruję do poseł Marzeny Machałek, która najpierw zachęcała mnie do kandydowania, a potem mobilizowała do działania i wspierała w kampanii. Dziękuję kandydatom do rad gmin czy powiatów, którzy w trakcie swojej kampanii kolportowali także i moje ulotki (w szczególności Sławomirowi Zawadzie, kandydującemu na burmistrza Zgorzelca). Wreszcie dziękuję wszystkim, którzy bezinteresownie w jakiejkolwiek formie udzielili mi poparcia.

Gratuluję wszystkim wybranym radnym i życzę, by zawsze pamiętali, że uzyskali w tych wyborach mandaty po to, by służyć wyborcom (wszystkim – nie tylko swoim) a nie na odwrót. Niech wyborcy nie dadzą Wam o tym zapomnieć.

Oddzielną sprawą jest cała otoczka towarzysząca wyborom, w tym kwestia wiarygodności ogłoszonych wyników. W powiecie jeleniogórskim bardzo zaskakuje rezultat PSL-u, który nigdy nie osiągał tu imponujących wyników. Cztery lata temu PSL w ogóle nie wystawił listy do rady powiatu jeleniogórskiego, w 2011 w wyborach do Sejmu uzyskał 4,73% głosów, pół roku temu w wyborach do europarlamentu 4,54%, a teraz nagle 22,98% i nie mając ani typowego dla tej partii zaplecza społecznego (rolników w Kotlinie Jeleniogórskiej jest niewielu), ani szerzej rozpoznawalnych lokalnych liderów, wprowadził do rady powiatu 5 radnych. Co ciekawe, zupełnie inne wyniki wyszły w wyborach do sejmiku – w powiecie jeleniogórskim PSL uzyskał 15,92% (i tak sporo, ale wyraźnie mniej niż do rady powiatu). Zastanawiająca jest liczba głosów nieważnych – w wyborach do rady powiatu oddano ich 4276, a do sejmiku 5401, tj. o 1125 więcej, w sytuacji gdy głosowali ci sami ludzie na identycznie skonstruowanych formularzach. Trudno mi racjonalnie wytłumaczyć taką różnicę, podobnie jak udział głosów nieważnych w komisji na moim osiedlu, gdzie w wyborach do sejmiku było ich aż 35,7%. A znam moich sąsiadów i wiem, że nie są to ludzie mniej inteligentni od przeciętnej, zresztą w drugiej komisji w tej samej miejscowości udział głosów nieważnych był o połowę mniejszy! Gdy dodać do tego wyjątkowo nieprzejrzysty sposób prezentacji wyników (i to też niekompletnych) na stronie PKW, trudno się dziwić, że rzetelność przeprowadzenia tych wyborów u wielu osób budzi wątpliwości. Ale nic to – wprawdzie zawiódł system informatyczny, ale państwo jak zwykle "zdało egzamin".